Białystok – tutaj starość jest wredna

Białystok – tutaj starość jest wredna

Nigdy nie myślałem, że napisze ten tekst. Pewnego dnia jednak coś we mnie pękło. Zawsze starałem się szanować drugiego człowieka. Jasny h*** mnie strzela, kiedy widzę, jak ci, co powinni świecić przykładem mądrości wynikającej z wieku, dają świadectwo chamstwa i nienawiści. Tak. Wróciłem do Białegostoku i wiecie, co Wam powiem? Dziwny ten mój Białystok – tutaj starość jest wredna

10 lat. Mniej więcej tyle minęło, kiedy zostawiłem rodzinny dom, i mając 100 euro w kieszeni ruszyłem w daleki świat. Berlin, Londyn, Bruksela i… i w końcu znalazłem. Mała mieścina nieopodal Amsterdamu zastąpiła mi dom. Raz się za mocno zjarałem na imprezie, odpaliłem na gastro fazie Pana Tadeusza na Polonia TV i… I stało się. Kupiłem Forda w kombi, wrzuciłem na pakę swój rower, po czym ruszyłem z powrotem na wschód, w kierunku miasta nad rzeką Białą.

Do Białegostoku wróciłem przed Wielkanocą. Bliscy nie wierzyli. Chociaż tęskniłem, rzadko ich odwiedzałem. Bez wniku. Coś mnie odpychało od tego miejsca. Po latach poczułem, że czas jednak wracać. Pogrzebałem uprzedzania wewnątrz siebie. Znowu chciałem walić bimber nad Biebrzą i palić szlugi na Krywlanach. Jak zwykle – życie sobie, a ja sobie.

Pierwsze starcie ze starymi ludźmi

W Holandii każdy jest szczęśliwy. Ludzie nie potrzebują palenia, aby się uśmiechać. W Polsce mama nalegała, abym poszedł do kościoła. Fakt, dawno mnie tam nie było. Po kwasie kilka razy rozmawiałem z Bogiem, ale nigdy mnie do swojego domu nie zapraszał. Poszedłem więc, aby mamie było miło. Dobra. Wyspowiadałem się, Były rekolekcje, okres wielkanocny. Ksiądz był niewiele starszy niż ja. Dobry ziom. On się nawet cieszył, że zagubiona owieczka wróciła do stada.

Tyle dobrego. Po odejściu od konfesjonału chciałem przyjąć komunię. Wyszedłem z bocznej ławki, aby dostać się do kolejki w nawie głównej. Niestety, trafiłem do złej kolejki. Zacietrzewione, smutne twarze były gotowe mnie wręcz staranować, abym tylko nie stanął przed nimi. Myślałem, że to odosobniony przypadek. Zmieniłem zdanie w Wielki Piątek.

Podczas próby ucałowania krzyża emeryci i renciści wzięli młodą gwardię w kocioł. Pamiętacie „Bitwę Bękartów” z Gry o Tron? To potyczka Jona Snowa i Sansy Stark z Ramseyem Boltonem. Czułem się jak Jon przygnieciony przez stado dzikusów. Wytrzymałbym, ale obok była moja młodsza siostra. Kiedy zaczęła tracić oddech, bo jakaś stara lafirynda o wymalowanych na jasny róż ustach, za mocno ją docisnęła, nie wytrzymałem. Przyblokowałem ją tak skutecznie, że będąc 2 metry od ołtarza nie mogła się dom niego dostać. Czułem jej gniew i złość unoszące się w powietrzu. Widziałem kątem oka jej złowieszcze myśli. Dla niej ten Wielki Piątek był Piątkiem Nienawiści.

Białystok – tutaj starość jest wredna

Sobota jak sobota. Wiecie. Cukiernie, maraton po sklepach. Postanowiłem zobaczyć, co tam ciekawego na mieści, więc wpadłem do wiadomego pawilonu handlowego przy Placu NZS. Stałem w kolejce do kasy 10 minut.

Białystok – tutaj starość jest wredna

Dlaczego starsi ludzie tak nienawidzą świata?

Na chwilkę odwróciłem się, aby porównać sękacze na wystawce, kiedy zjawiła się ona. Niska, o słusznej tuszy, skryta pod moherowym beretem wyrosła niczym partyzant Wietkongu w dżungli i klinem wbiła się pomiędzy mnie a kasę.

– Pani chyba tu nie stała – wycedziłem z sarkazmem.

Stary babsztyl się na mnie złowieszczo popatrzył. Wiedziałem, że nie ustąpi. Będzie walczyła o te miejsce w kolejce niczym Spartanie o Termopile. Odpuściłem. W końcu była Wielkanoc. Zyskała jakieś 3 minuty. Za mną nikogo już nie było.

Bez nazwy-2
11nazwy-3
Bez naz2wy-3
Bez 23
Bez nazwysw-3
Bez nazwy-1

Kropla, która przelała kielich

Los rzucił mnie do jednego z nowych dyskontów. Sieciówka duża w huj. Robiłem w niej zakupy w Holandii. Lubiłem ten sklep. Lubiłem, bo w Bstoku znajduje się patologicznej okolicy Przydworcówy. Wszedłem szybkim krokiem, wziąłem co miałem wziąć i pocisnąłem do kasy. Przy normalnych kasach kolejka. Średnia wieku klientów plus/minus 69 lat.

Samoobsługowe kasy jak zwykle puste, więc podbijam. Młoda pani pyta mnie, czy wiem, że płaci się w nich tylko kartą. Odpowiadam, że jasne, że wiem. Zdejmuję towar z czytnika i wyjmuje kartę, kiedy przede mnie wbija się jakiś stary komuch z garścią cytryn i ruga dziewczyny z obsługi, że mają go obsłużyć.

Białystok – tutaj starość jest wredna

Czy starszych ludzi da się nauczyć szczęścia?

Cham nie rozumie, że to nie od owych dziewczyn zależy. Odwracam się i niskim głosem pytam, czy nie widzi, że jeszcze nie skończyłem liczyć. Stary komuch czerwieni się i odpowiada: „To licz pan sobie”. Widzi jednak, że zaraz zapomnę o jego podeszłym wieku i laskę, którą trzyma w dłoni, zrobię mu kolonoskopie. Odpuszcza. Odwraca się i idzie.
Wychodząc kupiłem fajki. Nie palę, ale musiałem ściągnąć mentolowego bucha.

O co kurwa chodzi? W krainie tulipanów i wiatraków staruszkowie byli zupełnie inni. Każdy z nich się uśmiechał i wręcz emanował ciepłem.
Tylko tutaj, w Polsce z wszystkich spojrzeń wyczytuję niewytłumaczalną nienawiść. Nienawiść do świata, do ludzi, do samych siebie.

Białystok – panie, jak tutaj żyć?

Czasem się zastanawiam, czy chce tu żyć. Chyba nie mam cierpliwości czekać na pokoleniową wymianę. Boje się, że w tym czasie stanę się taki sam jak oni – starzy, wredni i nieszczęśliwi ludzie. Ich natury nic nie zmieni. Ani bańka w Totka, ani słońce nad głową przez cały rok.

Białystok – tutaj starość jest wredna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *